Źródła historyczne o innych miejscowościach

okolicznych  wokół  Czarni.

 

Pierwsza wzmianka historyczna o miejscowości Czarnia występuje w aktach bartnych nowogrodzkich w księdze pierwszej w drugiej części. „Już w latach 1629 -1637 istnieją nazwy obecnych wsi(wówczas jeszcze jako nazwy uroczysk leśnych):

- Baba, nazwa związana z dzielną kobietą, niewiastą (babą),

- Czarnia, od unoszącego się dymu przy wyrobie smoły drzewnej,

- Dobrylas, od urokliwych zakamarków leśnych,

- Dłużewo,

- Laski, od młodych drzew, zarośli,

- Lipowiec, od lasu lipowego,

- Osowiec,

- (Brzozowa - od lasów brzozowych - nie wymieniona w spisie).

 

W tejże księdze,w pierwszej części wymieniono już istniejące nazwy wsi, które powstały prawdopodobnie od nazwiska pierwszego osadnika:

- Gontarze, od Gontarski,

- Kuzie, od Kuzia,

- Zbójnia, od Zbójniak

- Pianki, od Pianka

- Świnia, od świńska głowa (ryże włosy) później

- Charubin, od Charubina.

 

W księdze drugiej (1670-1707) obok wymienionych spotykamy jeszcze nazwy:

- Ruda,

- Tartak

- Wyk.

 

W trzeciej księdze (1682-1707):

- Dęby,

- Łyse

- Łączki.

 

W księdze czwartej (1704-1739):

- Łacha.

 

 

O kolejnych okolicznych wsiach dowiedzieć się można z dokumentów lustracyjnych starostwa łomżyńskiego z 1763 r. na podstawie aktów bartnych, że:

- 1673 r. w Lipnikach mieszka bartnik St. Barszcz;

- w 1683 r. w Wyku mieszkają :M. Kozioł, W. Olbryś i J. Wałpuski;

- w 1707 r. w Kuziach mieszka Maciej Szablak;

- w 1722 r. na wieś Gontarze skarży się W. Kurpiowski o wypasienie łąki bartnej;

- w 1731 r. w Osowcu mieszka Łukasz i Łucja Wałpuscy;

- w 1732 r. we wsi Dobrylas mieszka Józef Kozioł.

 

Dalej czytamy w tymże dokumencie o istnieniu kolejnych wsi.

Początek XVIII wieku (1700 -1730):

- w Wyku - posiadł bór Kacper Łysik z Kątów,

- w Zbójni - posiadł bór Tomasz Kokoszka z Kątów,

- w Czarni - Marcin Wałpuski,

- w Szafrankach - Marcin Wałpuski.

 

Badacze tej ziemi, etnografowie: A. Brükner, A. Chętnik, Ł. Krzywicki, H. Gawrecki, F. Piaścik jednomyślnie dochodzą do wniosku, ze bartnicy przez długi jeszcze czas obok pszczelarstwa zajmowali się rolnictwem.

Bartnicy otrzymywali od swoich zwierzchników, właścicieli ziem (książąt i dzierżawców) tzw. „bór” - tj. działkę lasu przy poszczególnych wioskach puszczańskich.

1 bór = 60 barci (rojów) - z tego urobku bartnik przekazywał tzw. „rączkę miodu” tj. 10,2 garnca = ok. 37,4 litra Staroście Łomżyńskiemu, a za łowienie ryb i polowanie - 15 groszy rocznie.

 

 

Solidarność mieszkańców Puszczy

 

Wieś Polska w każdym jej zakamarku w XVII i XVIII w. była solidarna. Coraz częściej, aż do czasów po II wojnie światowej , do lat 60 - tych mieszkańcy wsi wykonywali po sąsiedzku wspólne prace na polu,a zwłaszcza przy kopaniu ziemniaków. Gdy nadeszła jesień zbierali się mieszkańcy na zmianę przy kiszeniu kapusty, wspólnym wyrobie szydełkowym swetrów, skarpet z przędzy lnianej czy wełny owczej. Przy tych wspólnych pracach prowadzono dyskusje. Każdy z uczestników chciał się popisać wiadomościami, które posiadł.

Okazji do pozyskiwania wiedzy o ludziach z innych terenów było wiele.

Wyjazdy na jarmarki (targi) do miast: Ostrołęki, Myszyńca, Nowogrodu czy Kadzidła to wspaniałe miejsca na rozmowy na różne tematy: jak żyją i pracują rolnicy z innych terenów, jak uprawiają ziemię, co sieją. Od kupców dowiadywali się, „co dzieje się w dalekim świecie”. Spotkania przy kościołach parafialnych, wspólne wyjazdy na odpusty do sąsiednich parafii stwarzały poczucie więzi.

Kościół parafialny, poza funkcją religijną, był miejscem, przy którym wymieniano poglądy na różne tematy. Podejmowano tematy w obronie słusznych praw i godności osobistej.

Właśnie w tym czasie, gdy osadzone były w pełni wioski w Zagajnicy Łomżyńskiej, utworzono z tej części puszczy (za zgodą starosty) leśnictwo łomżyńsko - kupiskie, sytuacja chłopów pogorszyła się radykalnie.

Wolnych chłopów zależnych tylko od króla (płacili czynsz) zaczęto zmuszać do odrabiania pańszczyzny.

„W 1738 r. zbuntowali się Kurpie w starostwie łomżyńskim i ostrołęckim, a w 1736 r. sejm wydał uchwałę „O poskromieniu Kurpików”.

W 1738 r. Marcin Dziekciarczyk i Adam Wszarczyk ze wsi Łyse, Tomasz Darmował ze wsi Dęby, Wojciech Krzynówek z Serafina, Wojciech Rachubka ze wsi Kuzie, Tomasz Szablak z Wejda i inni... stanęli na czele zbrojnego oporu w walce z leśnictwem z Kupisk, które podlegało marszałkowi koronnemu, kasztelanowi krakowskiemu gen. Józefowi Wandalinowi Mniszchowi o uwolnienie nakładania na nich ciężarów feudalnych”.

Wszyscy historycy tego okresu piszą o okrutnych wyrokach, które dotknęły przywódców:

M. Dziekciarczyka - skazano zaocznie na karę śmierci przez rozćwiartowanie i wbicie na pal,

M.Parciaka również na karę śmierci przez rozćwiartowanie,

Darmowała, Rachubkę i Obraźnika -  ukarano śmiercią przez powieszenie,

innych skazano na karę rózg - bicie kijami.

Pod koniec XVIII w. zmieniono pańszczyznę na czynsz. Reformy jednak nie były do końca sprawiedliwe. Właściciele dóbr zwiększali nakłady chłopów, a często:

- odbierali czy zmniejszali poddanym obszary ogrodów i łąk,

- podwyższali czynsze (opłaty) i daniny,

- przymuszali do prac pańszczyźnianych (wywożenie drzewa, korowanie).

W związku z tą sytuacją w roku 1782 toczyła się rozprawa przed sądem referendarskim przeciwko nadzorcom leśnictwa w Kupiskach z oskarżenia poddanych wsi m.in. Kupisk, Czarni, Lipnik, Łysych, Szafrank.

Czterokrotnie tą sprawą zajmował się sąd referendarski. Dopiero w 1784 r. sąd uchylił bezprawnie narzucany obowiązek wożenia drzewa itp. i na winnych nałożył kary. Jest to pierwszy w historii Polski sukces chłopów z Mazowieckiej Puszczy w walce z władzą o sprawiedliwość i uczciwość społeczną.

Nowogrodzkie niegrodowe starostwo, zwane później Leśnictwem Kupiskim, należało nadal do słynnych marszałków koronnych, kasztelanów krakowskich Mniszchów, o których już wcześniej była mowa. Leśnictwo Kupiskie było najbogatszą królewszczyzną ziemi łomżyńskiej. Po śmierci wymienionego marszałka koronnego Józefa Wandalina Mniszcha ziemie te przeszły we władanie jego syna Jerzego Augusta Mniszcha (marszałek koronny i generalny starosta Wielkopolski - jeden z pierwszych założycieli masonerii w I Rzeczpospolitej).

Stany Rzeczpospolitej na sejmie rozbiorowym warszawskim (1773-1775) zapewniły, że po śmierci Jerzego A. Mniszcha (zm.1778) starostwo niegrodowe Nowogrodzkie i Leśnictwo Kupiskie obejmuje Książę Antoni Sułkowski (generał, hetman i kanclerz koronny, wojewoda gnieźnieński - zm.1796 r.) jako poseł ziemi łomżyńskiej na sejmie warszawskim rozbiorowym (1773-1775) pod naciskiem trzech zaborców złożył podpis na dokumencie rozbiorów Polski.

Zakończył się mozolny, ale pełen zapału, okres budowania społeczności mieszkańców ziem puszczańskich w wolnej I Rzeczpospolitej.

 

Czarnia i okoliczne wsie w okresie niewoli

(1795 - 1914)

 

Po rozbiorach Polski ziemie północnego Mazowsza, a więc tereny wsi omawianej Puszczy Zielonej, dostawały się pod coraz to inne zwierzchnictwo;

od 1795 - 1807 - pod zaborem Królestwa Pruskiego ustanowiono tzw.

okręg Prus nowowschodnich,

od        1807 - 1815 - pod patronatem Francji tzw. Napoleońskiej

utworzono z pewną autonomią Księstwo Warszawskie,

od 1815 - 1914 - obszar ten dostał się pod zabór Rosji carskiej w tzw.

Królestwie Polskim. Podział kraju na wzór carskiej Rosji: gubernie, powiaty, gminy,

od 1914-1918 - tereny powyższe znów przejęły Prusy (Niemcy).

Życie codzienne mieszkańców puszczy toczyło się normalnym biegiem. Praca w polu, zaopatrywanie się w opał (zwłaszcza na zimę), szycie ubrań i łowienie ryb, polowanie, zbieranie bursztynu.

Właśnie w 1808 r. odkryto bursztyn na gruntach wsi położonych nad rzeką Szkwą, która przepływa w pobliżu wsi Lipniki, Dęby Łyse, Płoszyce, Czarnia, Brzozowa.

Od tej pory prawo poszukiwania bursztynu mają wszystkie wioski LEŚNICTWA NOWOGRÓD, położone nad rzeką Szkwą. To leśnictwo utworzyło w pobliżu w Gawrychach straż leśną, a teren ten podzielono na 9 obrębów leśnych, miedzy innymi:

w Czarni,                    Dobrymlesie,

Gąskach,                     Dębnikach,

Laskach,                     Morgownikach.

Tereny położone tuż nad rzeką Szkwą wydzierżawili zaborcy (od właścicieli) od 1816 r.-1845 i od 1852 - 1854 za cenę od 20 - 750 rubli rosyjskich rocznie.

W 1827 r. odbył się dokładny spis ludności (również ilość domów, obszar wioski) w całym Królewskie Polskim. Oto dane dotyczące wsi Czarnia i okolic:

 

Baba    36 domów      260 mieszkańców       1404 morgi (ok.786 ha)

Charubin         24        114      728 (407 ha)

Czarnia           39        254      1235 (692 ha)

Brzozowa       26        173      787 (441 ha)

Dąbrówka       40        227      1202 (673 ha)

Dawia 17        120      240 (134 ha)

Gawrychy       22        126      969 (542 ha)

Gąski   24        234      748  (419 ha)

Kuzie  52        346      1339  (750 ha)

Laski   39        220      1238  (693 ha)

Lipniki 133      828      4428  (2480 ha)

Plewki 13        95        297  (166 ha)

Popiołki          25        144       297  (166 ha)

Szafranki        59        351      2129  (1192 ha)

Wyk    43        241      1601  (897 ha)

Zbójna 22        337      2058  (1151 ha)

Złota Góra      5          39         129  (72 ha)

Grale   39        334       938  (525 ha)

Golanka          46        268      1690  (946 ha)

Łyse    83        503      2802  (1569 ha)

Nowogród      220      1476    5589 (3130 ha)

Kadzidło         91        511      2510 (1406 ha)

Płoszyce          35        167      1043 (584 ha).

 

 

Wg spisu w 1854 r. do polskich władców tych terenów należały między innymi:

wieś Baba - ok.1313 morgów

Brzezina (Brzozowa) - 787 morgów

Kuzie - 1339 morgów

Czarnia - 1235

Lipniki - 4529

Dawia - 240

Plewkowo (Plewki) - 297

Gawrychy - 753

Popiołki - 297

Gąski - 748

Szafranki - 2129

Złota Góra - 129

Zaś majorat księcia rosyjskiego gen. Iwana Szachowskiego posiada po 1854 r. tereny folwarku Kupiski, Łomżycy, Miastkowa, obszary leśne oraz w 1866 r. na tym obszarze istniały dopisane następne wsie z ilością osad i powierzchnią między innymi:

 

Mątwica          68 osad           2054 morgi

Stanisławowo 35        713

Parzychy         10        151

Wyk    66        1601

Zbójna 96        2058

Laski   60        1238

Gąski   6          88

Gawrychy       23        178

Czarnia           10        13

Kuzie  15         5

 

Po zrywie powstania listopadowego tereny nasze poddano różnym represjom. Najbardziej uciążliwy był obowiązek dostarczania rekrutów do wojska carskiego z naszego Królestwa. Służba w Rosji trwała 25 lat. Często chłopcy okaleczali palce, a nawet ręce, by uniknąć służby wojskowej.

Po kolejnym powstaniu (styczniowym) nastąpił trudny czas dla wszystkich Polaków. Zemsta cara dosięgła najbardziej polskie wojsko i przywódców (szubienice, rozstrzelania).

Mogiły powstańców styczniowych w okolicy Czarni

 

Lasy okalające Czarnię i okoliczne miejscowości pokryte są mogiłami naszych powstańców i ich dowódców, którzy przybywali w te strony. Pod osłoną znajomych lasów łatwiej było zadawać ciosy carskim żołnierzom.

Już 9 marca 1863 r. w lasach pod Myszyńcem rozegrała się bitwa oddziału generała Zygmunta Padlewskiego. Zginęło ok. 63 powstańców, wśród nich dowódca batalionu Władysław Wilkoszewski. Straty wroga były większe, bo liczba zabitych to ok. 100 i kilku oficerów armii rosyjskiej. Mieszkańcy tuż po odzyskaniu wolności wystawili pomnik, który został zniszczony w czasie ostatniej wojny przez Niemców.

Dnia 27 października 2013 r., w 150 rocznicę tego wydarzenia społeczeństwo Myszyńca odsłoniło ufundowany nowy pomnik.

W gminie Zbójna, w pobliskim lesie we wsi Gontarze rozegrała się zwycięska potyczka oddziału kapitana Antoniego Wolskiego, ps. „Miecz” wraz z porucznikami Polikarpem Bugielskim, ps. „Praga” i Władysławem Koziebrodzkim, ps. „Nowina” w dn.16 IV.1864 r.

Z Gontarzy oddział ten ruszył z pomocą powstańcom w okolicach Kuzi i Popiołk, bitwa rozegrała się w lesie,w kierunku z Popiołk do Charubina. Przywódcy wydostali się cudem z oblężenia, a powstańców pozostałych w liczbie kilkunastu, jak głosi wciąż przekazywana tradycja, powieszono na starej, rozłożystej sośnie. To był koniec kwietnia 1864 r. (Patrz: Stefan Kieniewicz: Powstanie Styczniowe, PWN. W-wa 1983 r. str.710)

Kapitan Antoni Wolski lat 27, absolwent UJ pod koniec powstania schronił się w Prusach. Wydany przez Prusaków w ręce carskich siepaczy, został celowo sprowadzony do wsi Gontarze, aby upokorzyć go za wcześniejsze zwycięstwo i został rozstrzelany 15 czerwca 1864 r.

Jego kolega podkomendny por. Polikarp Bugielski, po przegranej bitwie w dniu.10 maja 1864 r. pod Grabowem k. Kolna, został wzięty do niewoli i po przesłuchaniu już 14 maja 1864 r. stracony na rynku w Szczuczynie.

Porucznik Władysław Koziebrodzki przeżył powstanie styczniowe i pracował dalej nad przywróceniem niepodległości Ojczyzny.

Mieszkańcy wsi puszczańskich masowo wspierali walczących powstańców i akty zbrojne biorąc w nich swój udział, często jako wyborowi strzelcy a zwłaszcza dając żywność i gościnnie czujny wypoczynek w swoich zagrodach.

(Opracowano na podstawie: Powstanie styczniowe, mogiły poległych - Internet PDF i http: //radaopwim.gov.pl/media/pliki/POWSTANIE STYCZNIOWE, wykaz internetowy).

Po upadku powstania następuje rusyfikacja kraju. Obsady biskupów w diecezjach powierzane były tyko osobom lękliwym, służebnym. Jeśli takowych nie było - biskupstwa pozostawały na naszych terenach nieobsadzone.

W szkołach obowiązkowo uczono języka rosyjskiego. Dokumenty kościelne, akta chrztów, ślubów czy pogrzebów były spisywane po rosyjsku. Nawet chrzty zlecono udzielać w języku rosyjskim. Rząd wydawał parafiom tzw. trebniki - to jest zbiór tekstów nabożeństw i obrzędów liturgicznych w języku rosyjskim. (Chrzty odbywały się w tym czasie przy zamkniętych drzwiach w zakrystii.)

Zdarzały się przypadki, zwłaszcza na ziemiach Polski wschodniej (okolice Suwałk), że kapłanów za udzielenie sakramentów w języku polskim czy łacińskim zsyłano na Sybir.

Ks. prof. A. Romańczuk opowiedział mi historię jednego polskiego kapłana pracującego w parafii między Grodnem a Nowogródkiem (dzisiejsza Białoruś), który z lęku przed represjami udzielał chrztu itp. z trebników w języku rosyjskim. Gdy ludzie zaczęli głośno dyskutować miedzy sobą, że ich proboszcz jest lękliwy, zdobył się na wielki patriotyczny gest. W niedzielę, na sumie, podczas kazania powiedział szczerze : chciałem jak najdłużej służyć Wam, ale nie myślcie, że jestem tchórzem. Wziął do ręki rosyjski modlitewnik - „trebnik” i podpalił go na oczach parafian. Ludzie w kościele „zamarli” ze strachu. Po zejściu do zakrystii, przy wyjściu z kościoła ksiądz natychmiast został ujęty przez szpiclów carskiej służby i wywieziony na Sybir. Ludzie płakali, pozostali bez kapłana na długi czas. Nie było mowy o żadnym ułaskawieniu.

Po powstaniu styczniowym ludność wsi Kurpiowskich była w opłakanym stanie. Ponadto nawiedzające susze, (1880 r.) burze gradowe niszczyły zasiewy. Bardziej odważni chłopi, a raczej ich synowie (nawet córki) wyjeżdżali szukać lepszych warunków życia, czy to w kraju czy na obczyźnie.

Właśnie po roku 1880 wyjechali z Czarni do Stanów Zjednoczonych dwaj młodzi chłopcy, synowie rolnika Józefa Bacławskiego, a mianowicie: Marcel Bacławski i Antoni Bacławski. Ten ostatni pracował w Lipnikach jako organista.

Rodzina Marcelego B. rozrosła się i dzisiaj tworzy w USA wielki klan. Syn Marcelego i Wiktorii Walter w czasie II wojny światowej był pilotem Armii USA, który w Normandii spuszczał desant - żołnierzy wraz z gen. Eisenhowerem (głównodowodzącym wojskami amerykańskimi w Europie, tworząc II front aliancki).

 

Czas od I wojny światowej - do końca 

II wojny światowej

(1914 - 1945)

 

Tereny Czarni i okolic po początkowych działaniach wojennych zajęły Niemcy i zostały przyłączone do ówczesnych Prus Wschodnich. W 1915 r., po przeszło 120 latach niewoli Rosjanie zostali wypchnięci z terenu Mazowsza. Nowi zaborcy- Niemcy-rozpoczęli już w 1915 r. budowę sieci linii kolejowych wąskotorowych:

Myszyniec - Ostrołęka, Myszyniec - Pupy (Spychowo), Myszyniec - Kolno, Myszyniec - Nowogród, po 1921 r. w II Rzeczpospolitej - doprowadzona do Łomży.

Trasa Myszyniec - Nowogród prowadzona jest traktem-gościńcem prowadzącym przez sąsiednią wieś Kuzie (4 km od Czarni). Tory były położone w większości na poboczach drogi - czasami omijając zabudowania. Stawiane były dworce i bocznice. Kolej służyła Niemcom do wywozu drzewa, przewozu materiałów (żwiru i kamieni) na budowę drogi brukowej - utwardzonej, która służyła mieszkańcom do ok.1970 r. Po tym roku bruk przykryto nędzną „smołówką”. Niemcy, o dziwo wrogowie, przyczynili się do podniesienia infrastruktury regionu zaniedbanego przez wieki.

Przez omawiane tereny: Łyse, Turośl, Lipniki, Czarnia, Nowogród, Dobrylas przechodziły główne oddziały wojsk niemiecko- rosyjskich. Wsie i Kościoły były często zniszczone. W walkach o wyzwolenie Polski brali udział mieszkańcy Czarni: Prachniak, Brzeziak Józef, Sokołowski Teofil. Jako żołnierze w ochotniczej Armii gen. Hallera uczestniczyli w „Cudzie nad Wisłą” w 1920 roku. Przeżyli II wojnę światową.

Wieś Czarnia została spalona prawie doszczętnie. Część mieszkańców pozostała na starych siedliskach. Większość przesiedliła się po koloniach na swoje parcele czyli na uprawiane przez siebie pola, budując pośrodku dom i budynki gospodarcze.

Część tych drewnianych zabudowań przetrwała okres międzywojenny aż po dzień dzisiejszy.

Okres międzywojenny to czas wielkiej odbudowy kraju. Miejscowe władze przedłużają linię kolejki wąskotorowej (budując most na Narwi) z Nowogrodu do Łomży. Ludność miejscowa ucieszyła się z możliwości pracy przy wywozie drzewa („ciuchcią”) kolejką do Łomży.

Obok stacji kolejowej w Łomży pobudowano w tym celu tartak i fabrykę suchej destylacji drewna. Kolej wąskotorowa służyła do 1975 r.

Korzystając z usług kolei, mieszkańcy Kurpiowszczyzny udawali się z drobnymi produktami wytworzonymi w gospodarstwie (masło, sery, mięso drobiowe, owoce, grzyby, jagody) na jarmarki do pobliskiego Nowogrodu, czy Myszyńca. Przy okazji na targach kupowali herbatę, kawę - cykorię, wyroby hutnicze (młotki, siekiery).

Produkty żywca, zboża przeznaczone przez rolników do sprzedaży były dowożone do miasta zaprzęgiem konnym - tzw. „żelaźniakiem”. Zaprzęgi te, służące do pracy w gospodarstwie i na wyjazdy odpustowe przetrwały aż do lat powojennych, do ok. 1950 r. Zaczęto wówczas wytwarzać na wsiach wozy tzw. „gumowe” (koła z felgą stalową i gumową oponą). Tuż po wojnie w 1945-46 r. zdobywano części do tych wozów z pobliskich Mazur, szabrując koła z porzuconych pojazdów niemieckich.

Ludność Czarni w okresie międzywojennym zwiększyła się licząc ok. 87 domów+ 5 żydowskich i ok. 600 mieszkańców, sąsiednia wieś -Brzozowa ok. 48 domów i 300 mieszkańców.

Odbudowując swoje domostwa po pożarach I wojny światowej wioski owe podjęły inicjatywę budowy świątyni w Czarni, którą postawili w ciągu 1921 r.

Po narodzinach II Rzeczpospolitej niepodległej po zjednoczeniu się Polski w jedną całość, wybuchł ogromny patriotyzm we wszystkich warstwach społecznych, we wszystkich dzielnicach i zakamarkach Polski. Polska, po 123 latach niewoli okazała się, mówiąc ogólnie, tak zdrowa, tak wierna swoim tysiącletnim tradycjom, tak bardzo patriotyczna.

Nie dziwmy się, że w tym czasie powstają nowe Kościoły, szkoły, kwitnie oświata.

Ludności na wsiach przybywa coraz więcej. Po trudach gorliwej pracy powojennej, odbudowie zgliszcz, lata 1926-1936 (po przewrocie majowym) były czasem stagnacji. Bezrobocie dotykało wsi. Na niewielkich gospodarstwach rodziny wielopokoleniowe cierpiały niedostatek. I znów co odważniejsi synowie rolników wyjeżdżają do pracy za granicę: do Stanów Zjednoczonych, do Francji, Brazylii. Oto jeden z dokumentów świadczących o ruchu emigracyjnym z okolic Czarni w kierunku Francji praca na różnych odcinkach; u farmerów, w kopalniach, w fabrykach broni (Metz) itp. (patrz str. 26).

Młodzieniec, Faustyn Wyzner (1902-1972) z Wejda k/Łysych wyrusza do Francji w latach 1925-1929, po powrocie żeni się z mieszkanką Czarni Honoratą Bacławską w 1929 r.

Z niedalekiej wsi Jazgarka również wyjeżdża do Francji Franciszek Śniadach, podobnie czyni Franciszek Bacławski z Czarni wyjeżdżając do Ameryki. Wyjazdy poza granice kraju miały miejsce prawie z każdej większej wioski.

Po na ogół spokojnym ok. 20 - letnim oddechu międzywojennym pojawia się widmo kolejnej, i to wielkiej zawieruchy.

 

Nadszedł rok 1939.

 

Po przeszło miesięcznej walce obronnej z pancerną, wielką armią niemiecką ostatecznie terytorium zachodniej Polski i centralnej z naszą mazowiecką ziemią 26 października 1939 r. zostało włączone do Rzeszy Niemieckiej, zaś od Warszawy po Lublin, Łódź, Kraków i aż po Rzeszów - utworzono Generalne Gubernatorstwo.

Na wioskach pierwsze miesiące okupacji upływały w atmosferze strachu, terroru, ale stopniowo trzeba było podejmować normalną pracę na polu i w zagrodzie, aby utrzymać przy życiu swoje rodziny. Mieszkańcy Kurpiowszczyzny zwłaszcza oddaleni od głównych dróg żyli bardziej spokojnie, omijały ich wielkie represje. Jednak Niemcy byli tak skrupulatni, że nawet w najbardziej zacisznych wioskach mieli swoich stróżów twardego prawa z tytułem feldfeblów (stopień podoficera). Wystarczyło małe złamanie prawa (a mianowicie bez zezwolenia wyrób kaszy, czy mielenie ziarna na chleb w żarnach (a to zauważył feldfebel), aby mieszkanka Czarni Franciszka Bacławska poszła do obozu pracy w Berlinie. Tam zmarła w 1944 r.

Niemcy już w październiku 1941 r. w lesie k/Łysych utworzyli obóz jeniecki liczący 6 baraków, ogrodzony parkanem, jako filię obozu w Dłutowie (Suwalszczyzna). Już w 1941 r. przywieziono tu 1000 jeńców żołnierzy radz. i ok.1300 cywilów. W 1942 r. przywieziono kolejnych 2000 żołnierzy radzieckich. Dziennie ginęło tu od 10 - 28 osób. Łącznie ok. 1200 żołnierzy radzieckich, nie licząc cywilów, chowano stopniowo na cmentarzu żołnierzy radzieckich w Łysych opodal obozu. Obóz zlikwidowano w połowie 1943 r.

Drugim podobozem Dłutowa był prawdopodobnie przez pewien czas obóz w Zbójnie. Pierwotnie podlegał obozowi jenieckiemu w Olsztynku. Pod koniec 1940 roku ulokowano około 300 lub 400 jeńców francuskich w opuszczonym gospodarstwie. Jeńcy pracowali przy budowie fortyfikacji oraz linii kolejowej Turośl - Wolisko. Wskutek wyczerpującej pracy kilku z nich zmarło. W połowie 1941 roku oddział ten zlikwidowano a jeńców odesłano do macierzystego obozu w Olsztynku. W tym samym miejscu założono tu podobóz stalagu 331 w Beniaminowie dla jeńców radzieckich. Jesienią obóz podlegał już komendanturze obozów w I okręgu wojskowym (wschodniopruskim), więc prawdopodonie stał sie filią obozu Dłutowskiego. Świadczy też o tym fakt przeniesienia jeńców do podobozu w Łysych po likwidacji obozu w Zbójnej (pod koniec 1942 roku).

Duchowieństwo również cierpiało. Ks. Józef Olszak z Kuziów został wzięty na czas okupacji do obozu w Dachau i nie wrócił do żywych.

Wikariusz z Myszyńca Ks. Adam Bargielski sam zgłosił się na Gestapo w 1940 r. by mógł zastąpić aresztowanego 83 - letniego proboszcza Ks. Sawickiego. W obozie w Dachau został w 1942 r. zamordowany przez strażnika obozu. Został zaliczony do błogosławionych.

Ks. Franciszek Pilarek (były wikariusz z Suwałk) przez kilkanaście tygodni w 1939 r. ukrywał się w Czarni u gospodarzy. W 1940 r. przeszedł obóz Działdowo, Dachau. W 1945 r. wraz z aliantami udał się do USA. Po wojnie korespondował z mieszkańcami Czarni.

Na przymusowe prace w niemieckim gospodarstwie pod Pasłękiem została zabrana Helena Bacławska. Mieszkaniec Kuziów Franciszek Kowalczyk wywieziony do pracy w Królewcu.

Młode małżeństwo z Czarni Marianna i Józef Szmigiel wywiezione do obozu pracy w Rubikon, pow. Tylża (niem.Tylsit) dziś Sowieck w obwodzie Kaliningradzkim. Tu urodziła się im córka Teresa.

Wrócili do domu po odwrocie wojsk niemieckich z terenu Prus Wschodnich.

Każda wieś poprzez sołtysów czy inne osoby powołane do współpracy z Niemcami wyznaczała (z poszczególnych liczniejszych rodzin gospodarskich) osoby i wozy konne na prace dla potrzeb niemieckiego okupanta. Był to tzw. szarwark. Takich osób zmuszanych do pracy w pobliskich skupiskach Niemców (Nowogród, Myszyniec, Łyse, Kadzidło) było wiele z każdej miejscowości. Prace trwały kilka dni, tygodni, miesięcy.

Świadkowie z Czarni do dziś żyjący wyznaczeni do szarwarku w Nowogrodzie Czesława Wyzner-Kowalczyk i Stefan Bacławski relacjonują:

„Podczas pierwszych dni pracy, nadzorujący pracę Niemiec, obejrzawszy się wokoło szepnął nam do ucha: dzieci (byli bardzo młodzi) uciekajcie do domu. Porzuciliśmy natychmiast narzędzia pracy, pobiegliśmy w zarośla w pobliże rzeki Narwi. Szczęśliwym trafem spotkaliśmy mieszkańca Nowogrodu, który łódką przeprawił nas na drugi brzeg. Stąd po kilku godzinach wróciliśmy do domu szczęśliwi.”

 Wobec mieszkańców dali świadectwo, że wśród Niemców byli normalni, o ludzkim sercu ludzie.

Niemcy, chociaż wrogowie, ale jako lubiący porządek gospodarze, dbali o to, aby gospodarstwa na naszych terenach były dobrze prowadzone, zezwalali na kupno maszyn rolniczych, dzieci szczepiono przeciw ospie, malarii itp.

Gdy losy Niemiec ważyły się pod Stalingradem w ZSRR, a tabuny z zaopatrzeniem wojska na frontach stacjonowały w Czarni przez dość długi czas na podwórzu u Wyznerów i Bacławskich, oficer zaopatrzeniowiec, wiosną 1944 r. mówi do gospodarza: „Herr Wyzner, Hitler kaputt” (Panie Wyzner, Hitler zniszczony). W lecie 1944 r. owych zaopatrzeniowców - wycofujących się dopadli Rosjanie pod wsią Łyse i zamordowali.

W wyzwalaniu zachodniej Europy, w największej w historii świata operacji desantowej w Normandii (Francja) w 1944 r. brał udział jako pilot armii USA syn emigranta z Czarni (patrz zdjęcie str. 22).

Kilka domów w Czarni i okolicach od bomb spadających spłonęło, Kościół w Czarni ocalał.Proboszcz z Lipnik w nadesłanym kwestionariuszu do Kurii Diecezjalnej w Łomży pisze: „w parafii Czarnia k/Lipnik ostrzelano świątynię z artylerii, podziurawiono dach i sufit, uszkodzono ściany, zniszczenia w 20%”.

Partyzantka tropiła na tym terenie Niemców w okolicach Pupkowizny, rozkręcając tory wąskotorówki, stu mieszkańców rozstrzelano, jedną osobę wywieziono do obozu koncentracyjnego w Sztutowie.

Mieszkańcy Czarni byli świadkami powrotu żołnierzy radzieckich spod Berlina wiwatujących na cześć zwycięstwa. Wielu z nich było rannych, kalekich leżących na wozach, ale jak zwykle pocieszali się śpiewem dumek rosyjskich i gorzałką.

Dziś z perspektywy czasu na ten okres historii 1918-45-1989 trzeba spojrzeć szczerze. Przecież Polska leżała i leży nadal pomiędzy dwoma krajami, w których narodziły się zjawiska niszczycielskie wobec cywilizacji europejskiej. Rosja leninowsko - stalinowska, Niemcy - hitlerowskie, a więc ateizm, dziś - liberalizm (bazujący na niskich instynktach człowieka i być może groźniejszy od powyższych ideologii; po latach oceni to historia).

Trudno się dziwić, że po takich latach życia, wojen i tarć ideologicznych trochę złego przedostało się i do Polski.

 

Cieszyć się trzeba jednak i być dumnym, że mimo takiego sąsiedztwa, Polska tak zwycięsko zachowała swego niezłomnego ducha, prawdziwie Bożego i patriotycznego.

A to w ogromnej mierze zasługa trzeźwo myślących zwykłych milionów Polaków pracujących na roli we wsiach i robotników pracujących w miastach w zakładach i różnych instytucjach.

 


Życie w Czarni

i okolicznych wioskach po II wojnie światowej

(1945 - 2013)

 

Czasy powojenne po 1945 r. charakteryzują się na omawianych terenach wielką różnorodnością.

Prawie do lat 60 - tych wieś była samowystarczalna i jednocześnie nadwyżki żywności zaopatrywały ludność miejską pracującą na urzędach i w fabrykach. Każdy gospodarz po wojnie posiadał konia do prac polowych, sprzęt pierwszej potrzeby wyrobiony już przed wojną tj. pług, brony, sprężynówki, młockarnie, wialnie, przetaki, sita. W każdym gospodarstwie zasiewano zboże: żyto, owies, jęczmień, grykę - bardzo cenną po wojnie, groch, proso - na kaszę jaglaną. Kilka małych poletek dobrej ziemi (często bliżej domu) zamieniano na tzw. ogród przydomowy, a na nim uprawiano: kapustę, buraki czerwone, marchew, pietruszkę, sałatę, cebulę, czosnek itp., a w doniczkach, w mieszkaniu wyrastały strąki pieprzu, pomidory itp. Nie było zagrody bez hodowli świń na swoje wyżywienie i dodatkowo na sprzedaż.

Samowystarczalność polegała również na tym, że pospolita była uprawa lnu - z którego drogą chałupniczą (poprzez moczenie, suszenie, tarcie w cierlicach) uzyskiwano włókno, z tego na kołowrotkach w każdym domu wyrabiano nici- przędzę. Na domowych warsztatach (na wzór tych w fabrykach) krosnach wyrabiano płótno z przeznaczeniem na zgrzebne koszule, wspaniałe prześcieradła, obrusy itp. Nie zabrakło również poletek z konopi, które po obróbce podobnej do lnu uzyskiwano mocne płótna na worki do kartofli, czy na zboże, na sznury, powrozy, lejce do kierowania końmi w zaprzęgu wozowym czy przy pługu. Rolnik szedł jeszcze dalej w pomysłach. Gdy po wojnie były pustki w sklepach z odzieżą, rolnicy zaprowadzili hodowle owiec, aby z wełny otrzymać przędzę do wyrobu na krosnach tzw. samodziałów, z których robiono w kratę samodziałowe kurtki, spodnie; dziano swetry, skarpety itp.

Prawie każdy „mocniejszy” gospodarz przez kilka lat powojennych miał hodowlę gęsi (od 10 do 20 szt.), aby zaopatrzyć swój dom i dać w posagu córkom wspaniałe puchowe pierzyny, poduszki, jaśki (małe poduszeczki). Tuż po wojnie z braku dostaw obuwia wykorzystywano ze starych butów górną część tzw. cholewki - odrywano doszczętnie resztki podeszwy i przymocowywano ową zdrową cholewkę do spodu zrobionego z drzewa lipowego. Powstał tak ciepły trzewik na zimę, że młodzież i dzieci nie chciały chodzić w innych normalnych butach. Spód tych butów był idealnie podobny do klapek drewnianych zakładanych przez personel medyczny w szpitalach. But zdrowy, ekologiczny i izolujący od zimnych posadzek.

Wieś musiała również przeżyć ciężki okres dostaw przymusowych: zboże, ziemniaki, mleko i bydło, nakładanych przez Polskę Ludową na rzecz utrzymania administracji i wojska. Po kilku latach obowiązkowe dostawy zlikwidowano.

Rząd Polski Ludowej sterowany przez wschodniego „Wielkiego Brata” tuż po wojnie próbował wyeliminować z życia „elementy wrogie socjalizmowi”, czyli zniszczyć obszarników i resztki starej struktury państwowej, jak również działającą na rzecz wolności leśną partyzantkę.

W naszych wioskach (Czarnia i okolice) obszarników nie było. Ziemie w granicach do 15 ha (czy 20 ha) pozostawały w rękach gospodarzy.

Problem zaś miało państwo z partyzantką, która istniała prawie w każdej wiosce. Młodzież chciała walczyć wszędzie o wolną Polskę, ale nie wszędzie zdołano zorganizować dobre dowództwo. Często była to dzika leśna partyzantka, przynosząca krzywdę własnym ziomkom.

Okres 1945-1949 był czasem represji wobec tych prawdziwych i luźnych partyzantów leśnych. Oto głośne wydarzenia z tych lat.

W roku 1946 dowódcy partyzantki Okręgu Ostrołęka często korzystali z kryjówki w okolicach Czarni w leśniczówce Wyk - dziś okolica wsi Gąski,Przeczniak. Ranny kapitan Aleksander Bednarczyk ps.”Adam” zmarł w drodze do szpitala w Ostrołęce. Zaś kapitan Roman Sadowski na przesłuchaniu w gminie Lelis za przynależność do Ruchu Wolność i Niepodległość (WiN) został skazany na długoletnie więzienie.

Był 1 maja 1947 r. W parafialnym Kościele w Lipnikach odprawiano Mszę Św. Dwaj oficerowie - przedstawiciele Ludowego Wojska Polskiego przyjechali na wiec, który miał się odbyć po Mszy Św. W oczekiwaniu (na czas Mszy Św.) przedstawiciel gminy Łyse zaprosił gości do pobliskiego sklepu spożywczego na oranżadę. I w tym momencie wkroczyli partyzanci do sklepu z bronią w ręku. Lekko ranny partyzant ze swoją grupą wywlekli dwójkę przedstawicieli władzy ludowej i w zagajniku zastrzelili ich. Po ostrych dochodzeniach śledczy zrozumieli, że przedstawiciel gminy był w zmowie z partyzantką. Dostał wyrok 10 lat więzienia, a jego furman na kilka lat.

Najmniejsze wspomnienie o ludziach lasu stawiało na baczność miejscowe władze. Gdy w 1946 r. milicjanci z gminy Zbójna przybyli do sołtysa w Czarni Bronisława T. i zapytali o Stefana Bacławskiego, ten wskazał, że ów człowiek mieszka opodal na kolonii. Po przyjściu do mieszkania funkcjonariusze zapytali: „Czy mieszka tu pan Stefan Bacławski”, odpowiedział im „Tak, to ja”. Padły wówczas słowa do niewinnego człowieka przerażające: „W imieniu Rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej aresztujemy pana i wywozimy na posterunek” skuwając ręce kajdankami. Nie było tłumaczenia. Na posterunku bity, maltretowany, przypalany gorącym prętem wciąż odpowiadał: nie byłem w partyzantce, pracowałem w gospodarstwie, założyłem nową rodzinę. Z donosu milicja odczytała, że chodzi o chłopca, kawalera Stefana Bacławskiego. Przestali więc katować i tak zmaltretowanego mieszkańca Czarni bez przeproszenia wyrzucili poza posterunek. Ruszyli po właściwego partyzanta, który się przyznał i po chłostach i jakimś zobowiązaniu wrócił do domu.

Świadkowie tych przesłuchań mówią, że niektórzy z przesłuchiwanych siadając na rozgrzane fajerki kuchni, wyjąc z bólu, choć nie byli w partyzantce mówili jak chciała „bezpieka”.

Jako autor niniejszej publikacji miałem z tego okresu w dzieciństwie osobiste „dramatyczne” przeżycie.

„Jako młody chłopiec 7 - letni w 1946 r. biegłem szybko gościńcem z kolonii do szkoły, by zdążyć na 8.00. Tornister zrobiony przez ojca ze sklejki stolarskiej zamieszczony na plecach, a w nim oprócz książek kałamarz szklany z atramentem i piórnikiem czynił dużo hałasu. Głośny stuk tych przedmiotów postawił na nogi żołnierza w zielonym mundurze stojącego na rogatkach wsi z karabinem w ręku i krzyknął do mnie: Stój! Co dźwigasz?! Przenosisz broń, naboje czy granaty?!

Pomyślałem: Boże, czy znowu Niemcy wrócili do Polski?, co się dzieje?. Dusza stanęła mi prawie na ramieniu. Słyszę kolejny okrzyk: „Otwieraj skrzynkę...” pokazałem całą zawartość. Kolejne polecenie: „Zmykaj smyku do szkoły, ale okrężną drogą przez wiejski las”. Drżący, z zadyszką, czerwony na buzi stanąłem spóźniony przed nauczycielką w klasie, która mnie uspakajała długi czas.

Otóż w tym czasie z całej wioski podejrzani o posiadanie broni partyzanci wskazani przez donosicieli byli zgromadzeni na podwórku Bronisława J. w Czarni. Stodoła była miejscem przesłuchań i tortur. Jęki były tak okrutne, że żołnierze wojska ludowego musieli stać w odległości ok. 500 m. od kaźni, by przechodnie nie słyszeli jęków i okrzyków i aby łukiem omijali to miejsce.

Jeden z mieszkańców Czarni Podwycze Władysław Z. oskarżony o posiadanie broni i za brak jej ujawnienia został doszczętnie zrewidowany w mieszkaniu. Broni szukano wszędzie, w workach ze zbożem, w stodole. Strzecha słomiana mieszkania całkowicie została zniszczona, wiązka po wiązce zrzucana na ziemię. Broni nie znaleziono. Zostawiono dom z „nagimi” łatami i krokwiami. Rodzinie zabrano męża do więzienia na 10 lat.

Nie sposób pominąć znęcania się funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa nad duchowieństwem. Do ofiar UB należał ks. Apoloniusz Gliński, który z racji wybitnych zdolności po święceniach kapłańskich w Łomży został wysłany na dalsze studia do jednego z najstarszych i prestiżowych uniwersytetów w Belgii (założony w 1425 r. w Lowanium). Studia przerwała II wojna światowa. Jako młody kapłan został kapelanem Wojsk Polskich na Zachodzie. Po zakończeniu działań wojennych w 1947 r. został proboszczem w parafii Zalas - na terenie Puszczy Zielonej. Przez władze komunistyczne został oskarżony o współpracę z konspiracyjną partyzancką organizacją o nazwie: Narodowe Zjednoczenie Wojskowe.

Osobiście jako młody kapłan słuchałem jego szczerych wyznań o tych czasach.

Gdy zgłosił się na plebanii w Zalasiu oficer Wojska Polskiego w randze kaprala z zapytaniem, czy zastał ks. prob. Glińskiego - ten będąc w stroju cywilnym odrzekł:

- „Chwileczkę, zaraz go poproszę.”

Poszedł do swego pokoju na piętrze. Wdział kapelański strój żołnierski w randze kapitana i wrócił ponownie do swego przedmówcy. Ten zasalutował i stał przestraszony.

- „Chłopcze.”

Rzekł ks. proboszcz:

- „Jeśli chcecie mnie aresztować to niech przyjdzie po mnie oficer z wyższą rangą ode mnie.”

I tak się stało. Następnego dnia p. pułkownik z Białegostoku aresztował kapłana. Osadzony w więzieniu został poddany psychicznym torturom, aby go złamać. Przez kilka tygodni początkowych przesłuchiwany był kilka razy w godzinach nocnych, wybudzany ze snu. Wciąż pytano: imię, nazwisko, imiona rodziców.

Po kilku dniach nie wytrzymały księdzu nerwy i rzekł:

- „Jakie z was nieuki, że zadajecie pytanie kilkanaście razy, zapisujecie i znów zapominacie.”

Po tych słowach został brutalnie potraktowany i poddany kolejnym torturom.

W następnych dniach, po krótkiej przerwie kolejne przesłuchania i jak zwykle w godzinach nocnych, aby znienacka przebudzony mógł coś wyjawić w zeznaniach. Niestety tym razem ksiądz milczał, milczał...

Wściekły oficer śledczy zapytał w końcu:

- „Czy wie ksiądz przed kim stoi?”

Ksiądz wreszcie przemówił:

- „Tak, wiem przed pachołkiem Stalina.”

Kapłan usłyszał (będąc wyrzucanym z sali przesłuchań na korytarz) słowa oficera dyżurnego stojącego obok śledczego:

- „I widzisz, dowiedziałeś się kim jesteś.”

Po roku więzienia wrócił ks. Apoloniusz ponownie do parafii Zalas, budząc się po nocach, chodząc po podwórku plebanii godzinami. Właśnie w tej parafii powstał pomnik składający się z głazu, krzyża i pamiątkowej tablicy, w miejscowości Dudy Puszczańskie, w miejscu, gdzie 11 listopada 1953 roku, rozegrała się ostatnia bitwa antykomunistycznej partyzantki Narodowego Zjednoczenia na Mazowszu. Polegli w niej Aleksander Góralczyk „Topór”, Stanisław Grajek „Mazur” i Władysław Sadłowski „Twardy”. To ich pamięci w 59 rocznicę poświęcony został pomnik.

Historycy mówią, że w latach 1944-1948 i dalej, poza frontem wojny z Niemcami zginęło ok.30 tys. ludzi, a w więzieniach zginęło 20 tys. ludzi.

Cudowny kwiat z ostatnich lat wyrósł wśród zagajników naszej małej ojczyzny.

 

(Na podstawie wydarzeń z życia Janiny i Stanisława Grala opisanych w wydanym pośmiertnie pamiętniku Janiny (przez Alfreda Sierzputowskiego) pt. „Kwiaty miłości”, wyd. Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki, Ostrołęka 2002 r.

 

Oto kilka faktów z tej historii:

Stanisław Grala z miejscowości Grale (między Kadzidłem a Czarnią) jako sierota mając surową macochę od 10 roku życia tułał się za chlebem u leśniczego, u gospodarzy traktowany jako wyrzutek. Nie mógł znieść tego poniżania i udał się przed wojną „za rzekę” za Narew, by szukać szczęścia i lepszego traktowania. Najął się do pracy u gospodarza Pana Korytkowskiego we wsi Wierzbowo par. Szczepankowo. Poznał tam wspaniałą córkę gospodarza Janinę, popularnie zwaną Nina ; roztropną i skromną. Zawarli ślub w Szczepankowie. Na początku II wojny światowej urodziło się im martwe dziecko.

Wieś Wierzbowo, aż do Narwi, zajęła Armia Czerwona. Przedstawiciel Sowietów wraz z sołtysem wręczyli Stanisławowi Grala 14.X.1940 r. kartę wcielenia do Armii Czerwonej i po natarciu Niemców powędrował w głąb Rosji. Potem przeszedł szlak z gen. Andersem przez Syrię, Irak, Palestynę, Egipt, aż po Monte Cassino. Tam skończył szkołę średnią. Poznał biegle język rosyjski i włoski. Po wojnie szczęśliwie wrócił do małżonki.

Nina zostając tylko z matką przeżywała przez cały czas wojny gehennę i trwogę. Zgodziła się bowiem, wbrew rodzinie przyjąć na przechowanie małe dziecko żydowskie. Gdy Żydówka przyszła do jej domu, uklękła na podłodze i wpatrzona w obraz Jezusa w Ogrójcu mówiła: „Jezu dobry, uratuj mi syna”, a zwrócona na klęczkach do młodej małżonki mówiła dalej: „weźcie to niewinne dziecko i wychowujcie go tak, by kochało Boga, który go uratuje”. Będąc bardzo uczuciową i wierną Bogu, po stracie swojego dziecka, podjęła decyzję i przyjęła małego Stasia jako swoje dziecko.

Kosztem zdrowia i ogromnego niepokoju w rodzinie ratuje dziecko; ukrywa się w zaroślach, w dziesiątkach, daleko w innych miejscowościach, wyśmiewana, że ratuje „obrzynka”. Wytrwała. Po wojnie wyjechali do Elbląga. Po drodze byli zmuszeni przekazać to dziecko do specjalnego domu dziecka; stąd przez Instytut Żydowski został przekazany rodzinie żydowskiej. Doczekali się dwojga własnych dzieci. W ostatnich latach pragnęli zamieszkać bliżej rodzinnych stron. Osiedlili się w Ostrołęce. Tu zostali pochowani na cmentarzu parafialnym.

Czytelniku, sięgnij po ten cudowny pamiętnik Pani Janiny Grala. Zobaczysz, jak łzy popłyną ci z oczu i powiesz zapewne w duszy, jak ta piaszczysta ziemia w połączeniu ze szlachetną duszą wydała cudowny kwiat miłości. I pomyśl, że po dziś dzień żyją wśród nas ludzie zwyczajni, a jednak Wielcy i Święci.


Współczesność na ziemiach puszczańskich

 

Mijały lata, ludność wiejska szybko zagoiła blizny trudnych czasów powojennych zmagań z biedą, z ideologią, zajęła się jak zwykle pracą, by utrzymać rodzinę, wykształcić dzieci, by miały w przyszłości lepsze życie.

Z biegiem lat na wieś trafiają lepsze sprzęty do żniw; kosiarki, kombajny, traktory, które wyeliminowały absolutnie prace konne po 1985r.

Elektryfikacja umożliwiła dostęp do radia, telewizji i ostatnio do internetu, który gości prawie w każdym domu.

Produkty żywnościowe wytwarzane w wielkich zakładach są tańsze w sklepie niż przy wyrobie we własnym gospodarstwie. Podobnie rzecz się ma z materiałami odzieżowymi, obuwniczymi, higienicznymi, budowlanymi, meblami i sprzętem gospodarstwa domowego.

Przy solidarnej współpracy z Unią Europejską rolnictwo na tych terenach przeszło ogromne przeobrażenie.

W większości gospodarstw cały areał ziemi z pól uprawnych został przekształcony na łąki i pastwiska. Hodowla krów i produkcja mleka to dziś największy dochód gospodarstw wiejskich. Część ziemi jest przeznaczona, jak wypada u farmerów, na uprawę kukurydzy z przeznaczeniem na kiszonki dla bydła.

Nowoczesny sprzęt pozwala na nieco wygodniejszą pracę w rolnictwie, ale zajęcie rolnika wciąż zaczyna się od świtu a kończy w nocy.

Z chwilą wejścia w życie ostatniej reformy administracyjnej 1 stycznia 1999 r. (po latach przechodzenia Czarni i Brzozowej z woj. białostockiego do warszawskiego i do ostrołęckiego) - ostatecznie przywrócono tym ziemiom nazwę z czasów piastowskich: woj. mazowieckie. Nastąpiło przyśpieszenie cywilizacyjne. Kilometry dróg bitumicznych - asfaltowych wzdłuż i wszerz wiosek, pozwalają w ciągu kilkunastu minut dotrzeć do gminy Kadzidło, do urzędów, do wielkich nowoczesnych sklepów typu Biedronka, do wielkich magazynów budowlanych. A to zasługa wspaniałych organizatorów - wójtów gminy Kadzidło, starostów powiatu Ostrołęka i wojewodów mazowieckich. Nasza gmina Kadzidło jest największą w powiecie, a trzecią w woj. mazowieckim.

Po kilkudziesięciu latach zaniedbań, również droga wojewódzka Nowogród-Kuzie (teren woj. podlaskiego), z nową nawierzchnią i po gruntownym remoncie zostanie oddana do użytku w końcu 2014 r.

W gminie Łyse, dzięki energicznemu właścicielowi Zakładów Mięsnych JBB - jednemu z czołowych producentów wędlin w Polsce i Europie, 1500 osób z okolicznych miejscowości ma pracę.

Dziś potrzeba Polsce tylko wzajemnej życzliwości, zgody przestrzegania prawa danego w sumieniu i w dekalogu przez Stwórcę oraz pracy służebnej na rzecz dobra wspólnego, którym jest Ojczyzna.

 

Przynależność administracyjna Czarni:

od ok. 1640 - 1795 (1809) - Nowogród, starostwo łomżyńskie

1809 - 1867 - pow. Łomża; IV departament (łomżyński) później gubernia: augustowska i łomżyńska

1867 - 1932 - gmina Gawrychy, pow. Kolno / wieś Brzozowa - gmina Łyse, pow. Kolno

1 IV 1932 1 IX 1939 - gmina Gawrychy, pow. Ostrołęka

1 IX 1939 - 1 I 1945 - gmina Zbójna, pow. Ostrołęka

V 1945 - 1 I 1949 - gmina Gawrychy (siedziba Zbójna), pow. Ostrołęka

1 I 1949 - 1 I 1973 - gmina Zbójna, pow. Kolno

1 I 1973 - do dnia dzisiejszego = gmina Kadzidło, pow. Ostrołęka

.

(Patrz: Wacław Jędrzejewicz: Józef Piłsudski 1867-1935, Polska Fundacja Kulturalna, wyd. IV, Londyn 1985 r.).





© jwyzner@wp.pl